Głośny i nieprzyjemny dźwięk budzika wyrwał ją ze snu. Gwałtownie podniosła się do pozycji siedzącej i przetarła twarz dłońmi brudnymi od farby. Westchnęła zrezygnowana, zmęczona, niewyspana. Najchętniej przykryłaby się kocem po same uszy i została w łóżku cały dzień. Do jej głowy napłynęły nagle wspomnienia minionej nocy i błyskawicznie przeniosła wzrok na drugą stronę łóżka, gdzie leżało płótno z jej nowym dziełem. Farba była jeszcze na wpół mokra, obraz był niedokończony. Przedstawiał młodego Lyncha na balkonie, jednak Skylar nie znała koloru jego oczu, przez co zostawiła je puste. Portret podpisała ,,narodziny boga" cokolwiek miało to znaczyć.
Tego dnia w szkole było niesamowicie zimno. A może to po prostu Skylar marzła już z niewyspania. Bolały ją oczy, zdawało się jakby jej powieki były z ołowiu, a w walce o utrzymanie ich otwartych była z góry na pozycji przegranej. Nie mogła skoncentrować się na słowach nauczyciela. Co gorsza, czuła, że nawet nie chce tego robić. Nie interesowały jej te wszystkie obliczenia, pierwiastki i delty. Miałe dziwne przeczucie, że w jej własnym życiu nie gra głównej roli. Że w ogóle nie żyje swoim życiem, że był to tylko scenariusz napisany przez kogoś, a ona musiała tylko się do tego dostosowywać.
Za oknem korony drzew chyliły się ku dołowi. Niebo było szare i ponure, świat tonął w strugach deszczu.
Na ostatniej stronie zeszytu Skylar szkicowała swojego nowego sąsiada. Myślała o nim bez przerwy. Tak samo jak o tym, że wreszcie po długiej przerwie znów udało jej się coś namalować. Tęskniła za tym uczuciem, kiedy pędzel wydawał się być przedłużeniem jej dłoni. Tęskniła za zapachem farb, za mieszaniem ich ze sobą, za patrzeniem na postępy na płótnie. Gdyby tylko mogła żyć ze sztuki, gdyby rodzice ją rozumieli i wspierali. Niestety widzieli w artystach tylko niewyedukowanych nieudaczników, którzy nie są wystarczająco dobrzy, aby znaleźć pracę. Elizabeth nigdy nie zachowała żadnego rysunku od Skylar, żadne jej dzieło nigdy nie zawisło na lodówce, tak jak w domach jej koleżanek i kolegów. Jej lodówka zawsze była nieskalana żadnym magnesem, obrazkiem, przypomnieniem. Na ścianach nie wisiały żadne zdjęcia, właściwie to nawet nie mieli ich zbyt wiele. Jej dom wydawał się być pusty i obcy. Dlatego nienawidziła tam przebywać. Jednak czuła, że utknęła tam jeszcze na jakiś czas, przecież ciągle musiała poświęcać czas nauce.
Rozmyślała tak o wszystkim, tylko nie o lekcji. Zastanawiała się jakiego koloru są oczy jej sąsiada. Pomyślała, że bardzo pasowałyby mu niebieskie. Tak bardzo chciałaby w nie spojrzeć i móc odwzorować je na płótnie. Z rozmyślań wyrwał ją dzwonek, jednak nie sprowadził jej do końca na ziemię. Przez szkolny korytarz szła w świecie swoich marzeń i myśli. Kosmyk jej brązowych włosów zsunął się nagle i przysłonił jej widok, jednak szybko zaczesała go z powrotem za ucho i dokładnie w tym momencie poczuła ból w ramieniu, a wszystkie zeszyty, które trzymała w dłoniach upadły na podłogę. Skylar przykucnęła szybko i zaczęła je zbierać, przepraszając w kółko chłopaka, na którego wpadła.
- W porządku, mam wrażenie, że to Ty bardziej cierpisz - zaśmiał się, wskazując wzrokiem na jej ramię. Uśmiechnęła się lekko i przyjrzała się rówieśnikowi. Był bardzo blady, przez co cienie pod jego oczami były niemożliwe do niezauważenia. Jego lekko za długa, czarna grzywka opadała mu na czoło, a szczupłe ręce drżały lekko, kiedy pomagał Skylar zbierać notatki.
- Przeżyję. Jestem ostatnio bardzo niewyspana, to musiało się stać prędzej czy później - skomentowała i podniosła się powoli do pozycji stojącej, odbierając od bruneta ostatni zeszyt. Uśmiechnął się do niej szczerze i ze współczuciem, po czym sięgnął do kieszeni po uprzednim rozejrzeniu się dookoła. Wyciągnął do Skylar dłoń, którą dziewczyna uścisnęła nieśmiało.
- Michael - przedstawił się i mrugnął do niej - myślę, że to może pomóc na twoje niewsypanie - Szatynka spojrzała na niego, nie rozumiejąc do końca jak jego imię mogłoby jej pomóc, jednak kiedy ten delikatnie wysunął dłoń z jej dłoni, poczuła, że coś w niej pozostawił. Spojrzała na plastikowy woreczek z białym proszkiem w środku i szybko ukryła go z powrotem w ręce.
- Ja nie... - zawahała się na moment - nie korzystam z takich środków - oznajmiła, po czym ponownie wyciągnęła dłoń w jego stronę, chcąc mu oddać jego własność. Ten jednak wsunął ręce do kieszeni i wzruszył tylko ramionami.
- Pierwsze gratis, koleżanko. Tylko spróbuj, a jak pomoże, to wiesz gdzie mnie szukać - znów do niej mrugnął, oddalając się powoli. I nie, wcale nie wiedziała, gdzie go szukać. Nie wiedziała nawet co trzyma ciągle w dłoni i jak się tego używa. Rozejrzała się dookoła, chcąc upewnić się, że nikt jej nie obserwuje, po czym wsunęła pakuneczek do torby.
- Amfetamina - skomentował Ian, odwracając się na krześle w stronę Skylar - wciąga się to. Najlepiej od razu spuść to w toalecie.
- Nie rozumiem dlaczego uznał, że mogłoby mi to pomóc z moim zmęczeniem - wyznała szczerze, patrząc na przyjaciela. Swoją drogą zastanawiała się skąd chłopak tyle wie o używkach. Miała tylko nadzieję, że nigdy tego nie próbował.
- Bo amfetamina pobudza. No, a poza tym, poprawia koncentrację - chłopak przyglądał się narkotykowi dość uważnie. Biały proszek tworzył spory kontrast z jego ciemną skórą. Skylar uważała, że jest bardzo przystojny. Poza tym był cudownym człowiekiem i zawsze chciała dla niego wszystkiego co najlepsze. Marzyła też, że chłopak znajdzie w końcu odpowiednią partnerkę, która da mu szczęście i poczucie bezpieczeństwa. - Ale nawet o tym nie myśl - dodał nagle, co znów zwróciło na niego uwagę Skylar.
- Ale o czym?
- To, że pobudza wcale nie jest dobre. Teraz nie śpisz, bo się uczysz i nie masz czasu, ale po tym po prostu nie będziesz czuła senności. Nie sądzę, że na dłuższą metę jest to dobry sposób walki z bezsennością. Ale to ze względu na zwiększone skupienie studenci się od tego uzależniają.
- Skąd tyle o tym wiesz, co? - zaśmiała się, przejmując od Iana woreczek. Obracała go w palcach patrząc jak proszek przesypuje się z góry na dół.
- Koleżanko, z chemii nie mam sobie równych - odpowiedział z dumą - dlatego też wiem, że chemia między nami jest na niewyobrażalnie wysokim poziomie - uniósł dwukrotnie brwi, a Skylar zaśmiała się, uderzając go delikatnie w ramię. Wiedziała, że żartował, chociaż parę lat wcześniej, kiedy oboje cierpieli po zerwaniu ze swoimi partnerami, obiecali sobie nawzajem, że jeśli nie poznają nikogo do trzydziestki wezmą ze sobą ślub. Jednak Skylar wiedziała, że Ian nadal był zakochany w swojej byłej dziewczynie i ciągle łudził się, że jeszcze kiedyś ich drogi się spotkają. Chciała, aby przyjaciel był szczęśliwy, ale nie przepadała za tą dziewczyną. Uważała, że Ian zasługiwał na kogoś lepszego i bardzo chciała mu w tym pomóc, jednak nie miała pojęcia jak.